Pracuję z ludźmi, od których mogę się czegoś nauczyć

Nigdy przez 25 lat nie zanotowałem straty, a każdy rok jest lepszy od poprzedniego.
Z dr. Leszkiem Czarneckim, twórcą Grupy Getin Holding, rozmawiali Piotr Bachurski i Jerzy Mosoń.

Czy pamięta Pan moment, który zdecydował, że ma Pan dzisiaj tak wysoką pozycję w świecie finansów?

To nie był jeden moment, a cała sekwencja zdarzeń. W latach 80. założyłem przedsiębiorstwo robót podwodnych. Jego rozwój wiązał się z dużymi inwestycjami w sprzęt i dlatego gdzieś na początku lat 90. zacząłem dość intensywnie rozmawiać z bankami. To były bardzo trudne rozmowy. Parę razy padło pytanie: Kim pan jest z wykształcenia? Inżynierem, hydrotechnikiem. - Inżynierem? To pan kompletnie nie rozumie finansów. I tak raz, drugi i trzeci. Postanowiłem więc wrócić na studia i uzupełnić swoje wykształcenie w kwestii finansów. Skończyłem Akademię Ekonomiczną we Wrocławiu i obroniłem doktorat. Mniej więcej w tym samym czasie w Polsce zaczęto wprowadzać leasing. Skorzystałem z usług jednej z firm i wziąłem w leasing mercedesa. Jak już podpisałem umowę i zadowolony wsiadłem do tego mercedesa, spróbowałem oszacować oprocentowanie, jakie płacę. Wyszło mi około 60 proc., wtedy jeszcze w markach. Zrobiło to na mnie wrażenie, bo to był jeszcze lepszy biznes niż moje roboty podwodne. Tak powstał pomysł na Europejski Fundusz Leasingowy.

Stworzył Pan dużą firmę leasingową i sprzedał. Jak postrzega Pan dzisiaj EFL?

Przyglądam się firmie z dużym sentymentem i powiem bez fałszywej skromności, że udało się zbudować naprawdę dobry model biznesowy i mocny franchising, skoro po tylu latach od transakcji - minęło już osiem lat - firma nadal w praktycznie niezmienionej formie potrafi być liderem rynku.

Dziś ma Pan Getin Leasing...

Tak, i bardzo mocno chcemy go rozwijać. Na najbliższe trzy lata jest to jeden z priorytetów Getin Noble Banku. Warto sobie stawiać cele. W ciągu pięciu lat chcemy wejść do pierwszej piątki banków, a to znaczy, że chcemy być bankiem uniwersalnym, świadczącym również usługi korporacyjne, czyli między innymi leasing.

Co Pana skłoniło do połączenia Noble Banku, instytucji finansowej dla najbogatszych, z Getin Bankiem, z którego korzysta przysłowiowy Kowalski?

Od chwili powstania Noble Banku było dla mnie jasne, że wcześniej czy później te banki się połączą. Dokładnie z tej samej przyczyny, z której łączą się wszystkie inne banki na świecie. Wielkość firmy w tej branży ma duże znaczenie. Im większy bank, tym relatywnie łatwiejszy dostęp do finansowania. Dlaczego teraz? Oba te banki urosły do takich rozmiarów, że rzeczywiście zaczęły wchodzić w grę względy ekonomiczne. Decyzję przyspieszył kryzys, jaki wystąpił na całym świecie. Nie ukrywam, że znaczenie miał też element czysto wizerunkowy - te dwa banki po połączeniu wchodzą do pierwszej dziesiątki największych banków w Polsce.

Jakby tego było mało, przejął Pan GMAC Bank od amerykańskiego General Motors, po co?

Pomimo tego, że jesteśmy liderem na rynku finansowania samochodów w ogóle, to w kategorii finansowania nowych aut zajmujemy drugą pozycję. Zakup GMAC Banku, który finansuje zarówno chevrolety, jak i ople, dał nam akces do całej sieci dealerskiej tych dwóch marek.

Jestem przekonany, że wzmocni to naszą pozycję i pozwoli stać się numerem jeden w zakresie finansowania zakupu również nowych samochodów.

Przez Home Broker kupił Pan niedawno sieć sprzedaży i pracowników pośrednika finansowego - Finamo, czy to ma wzmocnić Open Finance?

W przejęciu sieci Finamo najbardziej interesujące były dobre lokalizacje ich placówek. Chcemy wykorzystać je do rozwoju pośrednictwa sprzedaży nieruchomości, czyli w branży w której specjalizuje się Home Broker. Ta firma to naturalne dopełnienie mojej działalności biznesowej. Z jednej strony mam Getin Noble Bank, który jest numerem dwa na rynku w Polsce, jeżeli chodzi o finansowanie nieruchomości, oraz Open Finance - największego doradcę na rynku hipotecznym. Z drugiej strony mam też notowaną na giełdzie silną firmę deweloperską LC Corp. Dość naturalne wydawało się więc stworzenie firmy, która działałaby na styku tych dwóch biznesów. Z mojej obserwacji wynika, że pośrednictwo w handlu nieruchomościami jest biznesem dość łatwym do zestandaryzowania w zakresie procedur, jakości obsługi itd. W związku z tym doskonale nadaje się do tego, aby zrobić z niego firmę sieciową. Ku memu zdumieniu takiej ogólnopolskiej firmy sieciowej praktycznie nie było.

Największe osiągnięcie biznesowe, porażki?

Myślę, że największe biznesowe osiągnięcie jest jeszcze przede mną. A na dzisiaj to to, że prowadzę biznes od 25 lat. Nigdy u nikogo nie pracowałem i nie miałem ani jednego roku, w którym odnotowałbym stratę. Każdy rok jest lepszy od poprzedniego. Media podają: kurs akcji spadł, kurs akcji wzrósł, w jednym roku straciłem pięć miliardów, w drugim cztery zarobiłem. A wszystko to posiadając te same akcje, które stale generują zysk. Oczywiście różne moje firmy różnie sobie dają radę w różnych okresach. Mieliśmy ciężki 2009 r., w którym nasz bank na Ukrainie przyniósł straty, ale per saldo skonsolidowany wynik całej Grupy jest dodatni, ewidentnie bardzo dobrze sobie poradziliśmy w kryzysie, który dotknął cały rynek finansowy. Zbudowałem firmę, która prawdopodobnie jest największą polską firmą, a na pewno jest największą notowaną na giełdzie polską firmą stworzoną przez osobę prywatną. Łącznie zatrudniam ponad 6000 osób.

W Pana Grupie pojawiła się nowa marka Tax Care. Czy to nowy pomysł na biznes?

To jest pomysł w założeniu trochę podobny do Home Brokera. Firmy oferujące obsługę księgową na dużą skalę funkcjonują wszędzie na świecie, tylko nie w Polsce. Dlatego zdecydowałem się zainwestować w spółkę świadczącą usługi księgowe dla małych firm i osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. A jeśli taka firma działa w szeroko rozumianej grupie finansowej, może oferować klientom równocześnie akces do banku, być ich doradcą w zakresie podatków, leasingu czy innych form finansowania. Wygląda na to, że taki pomysł na firmę może się nie tylko sprawdzić, ale odnieść ogromny sukces. Tax Care powstała na początku września, a jest ogromna szansa, że już w tym roku osiągnie break even.

Czym kieruje się Pan, wybierając najbliższych współpracowników?

Musi istnieć chemia. To powinni być ludzie przedsiębiorczy, inteligentni, pracowici, tacy od których mogę się czegoś nauczyć. Jeżeli ktoś wie więcej ode mnie albo wie jak zrobić coś lepiej, to jest to najlepsza gwarancja, że firma pójdzie do przodu. Zdaję sobie sprawę z tego, że mam dość mocny charakter i zarządzam firmą w autorytarny sposób, ale nie lubię przytakiwania. We współpracowniku muszę mieć mocnego sparingpartnera, który nie będzie się bał powiedzieć swojego zdania.

Co by Pan doradził zwykłym przedsiębiorcom?

Konsekwencję. Żeby nie załamywali się po pierwszym, drugim niepowodzeniu. A jeżeli permanentnie coś nie wychodzi, to trzeba zastanowić się, czy ten model biznesowy jest dobry. Być może trzeba zająć się czymś innym. Tak jak nie każdy może być muzykiem, malarzem, poetą, tak nie każdy może być przedsiębiorcą. Trzeba posiadać pewien indywidualny zasób cech, które predysponują człowieka do bycia przedsiębiorcą. Należą do nich na pewno odrobina szaleństwa, odwaga w podejmowaniu ryzyka i pewna inteligencja emocjonalna w zakresie wyczuwania ludzkich potrzeb.


Źródło: Gazeta Finansowa, 2010-02-26
 

Partnerzy programu