Przedsiębiorca to powołanie
- Pracujemy po 16 godzin dziennie, ale się nie przemęczamy. Przecież robimy to, co lubimy - mówili studentom na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie biznesmeni z polskiej czołówki: Leszek Czarnecki, Henryk Orfinger, Andrzej Blikle i Grzegorz HajdarowiczKilkuset studentów Uniwersytetu Ekonomicznego wzięło wczoraj udział w debacie o przedsiębiorczości. Mieli okazję porozmawiać z czwórką znanych polskich biznesmenów: Leszkiem Czarneckim (Getin Bank), Henrykiem Orfingerem (współwłaścicielem dr Irena Eris), Grzegorzem Hajdarowiczem (założycielem Gremi, firmy doradczej, oraz producentem filmowym) i prof. Andrzejem Bliklem (prezesem Blikle sp. z o.o.). Spotkanie prowadził Roman Młodkowski, szef TVN CNBC Biznes.
- Panowie potwierdzili to, co myślę o swoim wujku. On spędza całe swoje życie między sklepami, które sukcesywnie otwierał. Kilka razy był na granicy plajty. Nigdy się nie poddał, choć mógł wrócić do spokojnej pracy na etacie - opowiadał po spotkaniu Jarek Suchodolski z Podkarpacia. - Przedsiębiorca to nie zawód, tylko powołanie.
Zaproszeni przedsiębiorcy bez wyjątku podkreślali, że pieniądze nie są podstawowym motywem ich działania. - Zrezygnowałem z pracy naukowej, bo chciałem rozwijać rodzinną firmę. Zarządzanie ludźmi i tworzenie jak najlepszych zespołów okazało się moją drugą pasją - mówił prof. Blikle. - Wcześniej byłem matematykiem. Dziś tę wiedzę wykorzystuję, tworząc programy komputerowe dla swojej firmy - zapewniał.
- Sukces finansowy jest ważny o tyle, że daje pewną wolność. Po pewnym czasie można realizować inne swoje pasje, które wcześniej były zbyt ryzykowne - uzupełniał Grzegorz Hajdarowicz. - Z drugiej strony fakt, że pracujemy po 16 godzin dziennie, nie oznacza, że się przemęczamy - zastrzegał Orfinger. - Przecież robimy to, co lubimy.
Czarnecki przypomniał, że kiedy na początku lat 90. sprzedał stworzoną przez siebie firmę zajmującą się pracami podwodnymi, mógł zostać rentierem. - Ale postanowiłem zainwestować. Poszedłem więc na studia - opowiadał. - Wiele lat później zdecydowałem się na książkową niemal inwestycję: jedną trzecią majątku włożyłem w akcje, jedną trzecią w złotówki, jedną trzecią w dolary. Sęk w tym, że na dolary wydałem 100 mln zł, a kosztowały wtedy 4,5 zł - kończył z uśmiechem Czarnecki, a na sali rozległ się jęk niedowierzania. - Bo biznes to porażki i wygrane. Sukces jest wtedy, gdy porażek jest mniej - kiwał głową Orfinger, po czym okazało się, że każdy z biznesmenów zaliczył po kilka spektakularnych potknięć.
- Wniosek jest taki, że jeśli ktoś boi się pewnej odpowiedzialności i ryzyka, może co najwyżej zostać najemnym pracownikiem - dzieliła się wrażeniami Iga Pastyrko, student zarządzania.
- Dla mnie Czarnecki był gwiazdą, a tu okazuje się, że nie tylko jest zwykłym człowiekiem, ale zupełnie szczerze przyznaje się do porażek - kwitował środowe spotkanie na Uniwersytecie Ekonomicznym student tej uczelni Tomek Szymański.
Konkurs dla studentów
Spotkanie na Uniwersytecie Ekonomicznym jest częścią projektu "Przedsiębiorczość - inicjatywa Leszka Czarneckiego", którego celem jest upowszechnianie przedsiębiorczości wśród studentów. Jego elementem jest też konkurs "Studiuję, pracuję, zarządzam". Zwycięzca będzie mógł stworzyć spółkę joint venture z Leszkiem Czarneckim.
Partnerami przedsięwzięcia są: "Gazeta Wyborcza", Bankier.pl, "Newsweek", "Forbes", TVN CNBC Biznes oraz firma doradcza Deloitte.
autor: Bartosz Piłat
Źródło: Gazeta Wyborcza, 2009-05-28
Dołącz do fanów programu Przedsiębiorczość – inicjatywa Leszka Czarneckiego na portalu Facebook 